Baner nagłówkowy portalu

Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim, król Izraela! (Jana 12:13)

Przemysław Gola, Przesłanie Księgi Koheleta

Wiele opracowań, z którymi miałem styczność, zaczynało od pytania, czy taka księga, jak Księga Koheleta, powinna w ogóle znaleźć się w Biblii. Mamy w niej bowiem do czynienia ze stwierdzeniami, które nawet moralnie żyjący niewierzący uznałby za kontrowersyjne, a zatem osoba, która nie jest wtajemniczona w sztukę interpretacji Pisma Świętego może nawet tę księgę uznać za kamień obrazy. Po uważniejszym przyjrzeniu się widzimy jednak, że takie stwierdzenie jest zupełnie bezpodstawne. Chciałbym omówić właśnie przesłanie Księgi Koheleta.

We wstępie autor stwierdza, że wszystko jest marnością (1,2). To, co dzieje się we wszechświecie, jest cykliczne i pomimo, że wszystkie stworzenia, próbując jakoś odnaleźć się w tym cyklu, podejmują się jakichś zadań, to jednak wszystko to nie ma najmniejszego sensu, gdyż "nie zdoła człowiek wyrazić wszystkiego słowami. Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho napełni słuchaniem (1,8b)."

W obliczu tego autor przedstawia swoją osobę i zaraz potem mówi o celach, które sobie wyznaczył w swojej pracy: "i skierowałem umysł swój ku temu, by zastanawiać się i badać, ile mądrości jest we wszystkim, co dzieje się pod niebem (1,13a)."

Kohelet podkreśla swoje kompetencje, aż wreszcie podaje wynik swoich dociekań, a mianowicie, że wszystko jest marnością. W odpowiedzi na tę smutną refleksję Kohelet podaje kilka rad, które mogłyby osłodzić nieco to beznadziejne życie. Chodzi przede wszystkim o to, by używać i cieszyć się przyjemnościami, jakie ono oferuje. Niestety nawet folgowanie sobie w ziemskich przyjemnościach nie daje poczucia pełnej satysfakcji z życia (2,1).

Inną próbą zaspokojenia się może być podejmowanie się różnorakich dzieł, o których dzisiaj powiedzielibyśmy: "robienie kariery". I tak Kohelet budował domy, zakładał ogrody i parki, gromadził złoto i srebro - do tego stopnia, że stał się najpotężniejszym i najzamożniejszym władcą w Jeruzalem. Lecz pomimo tego, że doświadczył wielkiego błogosławieństwa w każdej z tych dziedzin, stwierdza po raz kolejny, że wszystko jest marnością (2,11).

Kolejnym etapem rozważań autora jest zaduma nad niesprawiedliwością na świecie. Bo oto okazuje się, że obietnice, które Bóg złożył wszystkim żyjącym sprawiedliwie nie zostały spełnione i nieszczęście na równi spotyka sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Można powiedzieć więcej: zdarzają się przypadki, że właśnie bezbożnemu powodzi się lepiej niż komuś, kto stara się żyć w zgodzie z Bożymi przykazaniami. Podsumowanie tego rozdziału kończy się stwierdzeniem, że ludzie żyją bezbożnie, dlatego że wyrok skazujący za grzech nie jest wykonywany od razu, ale z pewnym opóźnieniem.

Końcowa nauka brzmi następująco: "Boga się bój i przykazań Jego przestrzegaj, bo cały w tym człowiek (12,13)."

Widzimy zatem, że stwierdzenie jakoby Księga Koheleta nie powinna się znaleźć w kanonie jest zupełnie niesłuszne. Autor nie promuje zachowań niezgodnych z chrześcijańskimi normami postępowania, wręcz przeciwnie, próbuje do takich zachowań zniechęcić czytelnika. Pokazuje przede wszystkim, że system wartości, jaki przyjęła większość ludzi w świecie, nigdy nie da człowiekowi zaspokojenia. Zarówno przyjemności jak i kariera nigdy nie będą w stanie wypełnić pustki, którą może wypełnić tylko Bóg. System, opisywany zwykle za pomocą wyrażenia "pod słońcem" oznacza u Koheleta wartości czysto ludzkie. Poznając zmagania Koheleta możemy uczyć się na jego doświadczeniach i w ten sposób zaoszczędzić sobie wielu zmartwień i rozczarowań w życiu.

Kohelet przedstawia Boga jako Tego, który powinien stać się ośrodkiem wszelkich zmagań człowieka. Znajduje to przede wszystkim wyraz w podsumowaniu całej księgi, gdzie mówi właśnie o przestrzeganiu Bożych przykazań, jako nadrzędnym celu wszelkiego działania. Boże prawo jest tutaj odwieczne i niezmienne, i jako jedyne nie zostało podsumowane tym jakże często powtarzanym epitetem "marność nad marnościami".

Przez całą księgę przewijają się jakby dwa punkty widzenia. Pierwszy z nich to człowiek żyjący według Bożych zasad. Jest on nierzadko smagany przez różne przeciwności losu. Często może nawet popaść w zwątpienie, szczególnie jeśli przejmie się przypadkami jaskrawej niesprawiedliwości społecznej, albo kiedy taka niesprawiedliwość dosięgnie i jego. Sam autor wielokrotnie podkreślał, że był świadkiem, jak ludziom bezbożnym wiodło się całkiem nieźle, natomiast sprawiedliwi cierpieli nędzę.

Drugi punkt widzenia to człowiek, który wątpi i swoje życie buduje nie w oparciu o pewne Boże zasady, ale o zasady popularne w tym świecie. Niechybnie zawiedzie się na nich, podobnie jak Kohelet zawiódł się w swoich dążeniach.

Widzimy więc, że w ostatecznym rozrachunku Bóg jest tutaj ukazany jako ostateczny cel każdego człowieka i jako jedyna ucieczka przed beznadzieją życia.

Jest On też jedynym źródłem autentycznej radości. Kohelet często mówił o radości, ale bez względu na to, jak bardzo przyjemność, którą odczuwał, była intensywna, to jednak za każdym razem musiał przyznać, że wszystko to "marność nad marnościami."

Niektórzy mogą być zwiedzeni przez te omamy doczesności, zwłaszcza kiedy próbują znaleźć radość życia w nie do końca uczciwych praktykach. Do takich dążeń zachęca na pewno fakt, że odpłata za grzech nie zawsze następuje bezpośrednio po popełnieniu złego czynu (8,12). Ale ta odpłata jest pewna - a bojaźń Boża i przestrzeganie Bożych przykazań jest pełnią życia każdego człowieka (12,13).

Ostatecznie można powiedzieć, że Księga Koheleta jest rozpaczliwym wołaniem o zadumę nad doczesnością, która, gdy pokładamy w niej nadzieję, staje się źródłem jedynie frustracji i cierpienia.