Baner nagłówkowy portalu

Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim, król Izraela! (Jana 12:13)

Przemysław Gola, Przekleństwo międzypokoleniowe - głos krytyczny

Nauka o przekleństwie i uzdrowieniu międzypokoleniowym opiera się na twierdzeniu, że nasi przodkowie wpływają w sposób duchowy na nas i na nasze życie. Działa to tak, że jeśli w poprzednich pokoleniach znalazł się człowiek, który zgrzeszył, to fakt ten może powodować w naszym obecnym życiu albo skłonność do podobnego grzechu, albo może wywoływać jakieś trudne okoliczności życiowe, na przykład choroby.

Mówimy zatem o chorobie duchowej współczesnych chrześcijan, która została wywołana przez ich grzesznych przodków. Jak każda choroba, również i ta ma jakieś symptomy i dzięki temu może być, zdaniem zwolenników teorii o międzypokoleniowym uzdrowieniu, zdiagnozowana i wyleczona. Objawy choroby, nazwijmy ją przekleństwem międzypokoleniowym, to zwykle uporczywe, trudne do poskromienia skłonności do złego, mające negatywny wpływ na nasze życie duchowe, czystość, a nawet okoliczności życiowe, w jakich się znaleźliśmy.

Załóżmy na ten przykład, że spotykamy kobietę, która ma trudności z uczciwością w pracy. Wielokrotnie wyznawała swój grzech, pokutowała, ma silne postanowienie poprawy. Kiedy jednak nadarza się okazja, wszystko spełza na niczym i kobieta owa popełnia znowu grzech. Nie pomagają „duchowi” bracia, nie pomagają wycieczki na konferencje chrześcijańskie, nawet duchowa literatura jest bezradna. Aż nagle przychodzi odkrycie! Pada hipoteza, że jej złe skłonności są wynikiem duchowego związania, które ciąży nad jej rodziną od pokoleń. Okazuje się bowiem, że jej pradziadek, o którym do tej pory nic nie wiedziała, siedział w więzieniu za kradzież, i w ten sposób założył pęta grzechu na wszystkich swoich potomków.

Zdaniem zwolenników teorii o międzypokoleniowym uzdrowieniu, niemożliwe jest przełamanie opisanego powyżej przekleństwa ludzkimi siłami. Konieczne jest przystąpienie do tytułowego międzypokoleniowego uzdrowienia. Nic dziwnego zatem, że bohaterka naszego przykładu nie zdołała przezwyciężyć w sobie złej skłonności. Tutaj potrzebny jest zabieg duchowy, który zdejmie przekleństwo i uwolni od związania nie tylko naszą bohaterkę ale całe potomstwo po niej występujące.

Jak można dokonać uzdrowienia międzypokoleniowego? Ano należy przede wszystkim uświadomić sobie istnienie międzypokoleniowego przekleństwa i zależności, jakie występują pomiędzy ojcami a ich dziećmi. Jeśli to do nas dotrze, możemy z wiarą prosić Boga o przełamanie przekleństwa i od tego momentu jesteśmy wolni.

Podstawy nauki o uzdrowieniu międzypokoleniowym

Zwolennicy teorii międzypokoleniowego uzdrowienia utrzymują, że swojej nauki nie wyssali z palca, a wręcz przeciwnie, ma ona solidne podstawy w Piśmie Świętym. Przyjrzyjmy się zatem fragmentom Pisma Świętego, które wskazuje Robert DeGrandis w swojej książce pt. „Uzdrowienia międzypokoleniowe”, która stanowi obecnie najbardziej gruntowne opracowanie teorii będącej przedmiotem mojego artykułu (R. DeGrandis, Uzdrowienie międzypokoleniowe, Łódź 2003).

Zdaniem R. DeGrandis kluczowe są:

- Ojcowie jedli kwaśne grona, a zęby synów ścierpły? (Ez 18,2)
- jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą. (6) A okazuję łaskę do tysiącznego pokolenia tym, którzy mnie miłują i przestrzegają moich przykazań. (Wj 20,5b-6)
- Panie, Panie, Boże miłosierny i łaskawy, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność, (7) zachowujący łaskę dla tysięcy, odpuszczający winę, występek i grzech, nie pozostawiający w żadnym razie bez kary, lecz nawiedzający winę ojców na synach i na wnukach do trzeciego i czwartego pokolenia! (Wj 34,6b-7)
- jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mię nienawidzą, (10) a okazuję łaskę aż do tysięcznego pokolenia tym, którzy mię miłują i przestrzegają moich przykazań. (Pwt 5,9b-10)

Czy na pewno Biblia mówi o przekleństwie międzypokoleniowym?

Jednym z najważniejszych wersetów, na który wskazał DeGrandis jest cytat z Księgi Ezechiela: „Ojcowie jedli kwaśne grona, a zęby synów ścierpły?” Przeczytajmy jednak ten werset w kontekście:

(1) I doszło mnie słowo Pana tej treści: (2) Dlaczego to używacie między sobą przysłowia o ziemi izraelskiej: Ojcowie jedli kwaśne grona, a zęby synów ścierpły? (3) Jakom żyw - mówi Wszechmocny Pan - że już nie będziecie wypowiadali w Izraelu tego przysłowia. (4) Oto wszyscy ludzie są moi, zarówno ojciec, jak syn - są moimi. Każdy, kto grzeszy, umrze. (5) Lecz jeżeli kto jest sprawiedliwy i wykonuje prawo i sprawiedliwość, (6) nie je mięsa ofiarnego na górach i nie podnosi oczu ku bałwanom domu izraelskiego, nie hańbi żony swojego bliźniego, nie obcuje z żoną podczas jej nieczystości, (7) nie uciska nikogo i dłużnikowi zwraca jego zastaw, nie dopuszcza się gwałtu, udziela chleba głodnemu, a nagiego przyobleka w szatę, (8) nie pożycza na lichwę i nie bierze odsetek, powstrzymuje swoją rękę od złego, w sporach między ludźmi rozsądza zgodnie ze słusznością, (9) postępuje według moich przykazań i przestrzega wiernie moich praw: ten jest sprawiedliwy, on też na pewno będzie żył - mówi Wszechmocny Pan. (Ez 18, 1-9; pogrubienie dodane)

Znany jest stary dowcip chrześcijański, który mówi o kaznodziei cytującym werset z Psalmu 14: „Nie ma Boga.” (Ps 14, 1b). Kaznodzieja ten zapomniał jednak dodać, że cały werset brzmi: „Głupi rzekł w sercu swoim: Nie ma Boga!” (Ps, 14, 1). Dotychczas funkcjonowało to na zasadzie głupiego żartu, ośmieszającego zdolności niektórych niedouczonych egzegetów. Jak widać nawet w pracach, które zachowują pozór naukowości, można cytować wersety biblijne w sposób bezczelny. Ktoś bowiem chce udokumentować swoją tezę cytując, że „Ojcowie jedli kwaśne grona, a zęby synów ścierpły”, zapomniawszy dodać, że Boży komentarz tego wersetu jest następujący: „już nie będziecie wypowiadali w Izraelu tego przysłowia.

Księga Ezechiela niedługo potem dodaje jeszcze:

(20) Człowiek, który grzeszy, umrze. Syn nie poniesie kary za winę ojca ani ojciec nie poniesie kary za winę syna. Sprawiedliwość będzie zaliczona sprawiedliwemu, a bezbożność spadnie na bezbożnego. (21) Lecz gdy bezbożny odwróci się od wszystkich swoich grzechów, które popełnił, i będzie przestrzegał wszystkich moich przykazań, i będzie wykonywał prawo i sprawiedliwość, na pewno będzie żył, nie umrze. (22) Nie będzie mu się przypominać żadnych jego przestępstw, które popełnił, będzie żył przez sprawiedliwość, którą się kierował. (Ez 1, 20-22)

Tym razem z powyższego fragmentu wynika, że duchowe pęta przymuszające kogoś do grzechu lub wywołujące chorobę duchową, nie tylko nie są dziedziczone, ale nawet skutki grzechu osobistego zawsze mogą zostać zniwelowane poprzez nawrócenie.

Teraz spójrzmy na szereg cytatów, w których Bóg grozi, że ukarze człowieka za grzech, a Jego kara może sięgnąć do trzeciego, a nawet czwartego pokolenia.

Ciekawy pogląd na ten temat wyraził ks. Siemieniewski, w swoim artykule „Głos przeciw – pokoleniowa linia… błogosławieństw”:

„Przeczytałem to w Piśmie Świętym raz, drugi, przetarłem oczy, podszedłem do światła: cały czas stało jak wół: „Bóg okazuje łaskę do tysiącznego pokolenia!”. Skutki grzechu przodków, owszem, istnieją: mają taką siłę, by dotrwać do trzeciego lub czwartego pokolenia, a potem wygasają. Istnieje jednak wpływ silniejszy: skutki świętości przodków. Mało tego: te dobre wpływy są setki razy silniejsze niż te złe. Jeśli „pobożna arytmetyka” ma nam choć trochę pomóc, to można by w przenośni powiedzieć, że są co najmniej 250 razy silniejsze, skoro trwają aż do tysiącznego pokolenia, a złe – tylko do czwartego.” (A. Siemieniewski, Głos przeciw – pokoleniowa linia… błogosławieństw, http://apologetyka.katolik.net.pl/content/view/716/62/, z dnia 18.06.2009)

Co na ten temat Nowy Testament?

Należy teraz zadać następujące pytanie: skoro zasada międzypokoleniowego przekleństwa, a za tym również i uzdrowienia, może mieć kluczowe znaczenie dla naszej duchowej kondycji, czy temat ten został jakoś omówiony w Nowym Testamencie? Odpowiedź na to pytanie wydaje mi się oczywista. Po prostu wydaje mi się, że Bóg nie powinien pozostawić nas samym sobie w tak ważnej rzeczy, która może mieć tak kolosalne dla nas znaczenie. Zacząłem więc wertować Nowy Testament, sięgać do najodleglejszych zakamarków własnej pamięci, czy oby gdzieś nie skrywa się jakiś, chociaż by najkrótszy wersecik na temat międzypokoleniowego uzdrowienia. Po dłuższej chwili rozczarowałem się. Słuchacze Pana Jezusa powtarzali jak najęci: „Abrahama mamy za ojca.”

My, jako Kościół, jesteśmy duchowymi dziećmi Abrahama, a nie tylko Abrahama, ale też innych wybrańców Bożych, świętych i bogobojnych, o których Bóg mówił, że ma w nich upodobanie. A jak wiemy, Bóg wprawdzie każe do trzeciego a nawet czwartego pokolenia, ale z drugiej strony błogosławi do tysięcznego pokolenia! Być może taka myśl stała się podstawą do nierozpamiętywania możliwości przekleństwa międzypokoleniowego?

Abyśmy się jasno zrozumieli…

Chciałbym wyrazić pewną wątpliwość. Oczywiście nigdy nie negowałem i nie neguję dwóch rzeczy. Pierwszą rzeczą jest konsekwencja grzechu pierworodnego, który sprawił, że musimy cierpieć i umierać, a także że ciąży na nas odpowiedzialność, którą zmyć może dopiero narodzenie się na nowo. Wszelako należy jasno podkreślić, że każdy, kto narodził się na nowo, ma odpuszczony grzech pierworodny i spoczywa nad nim łaska uświęcająca, która uzdalnia go do prowadzenia życia podobającego się Bogu. I chociaż będzie musiał cierpieć i umrzeć jak jego przodkowie, to nie ciąży już nad nim żadne przekleństwo.

Druga rzecz, którą chcę wyjaśnić, to sytuacja, w której potomkowie cierpią z powodu grzechu swoich przodków. Na ten przykład syn cierpi z powodu swojego ojca, który nadużywa alkoholu i stosuje przemoc domową. Cierpienie tego chłopca jest tutaj oczywiste, nie należy go jednak rozumieć tak, jak to sugerują zwolennicy teorii międzypokoleniowego uzdrowienia, jakoby chłopiec ten ponosił karę za grzech swojego ojca, a ponadto był obciążony duchowo i niejako zobligowany do podążania jego śladem. Jeśli syn nawet popadnie w złe towarzystwo i uzależnienie, to będzie to skutkiem zaniedbań wychowawczych, brakiem odpowiednich wzorców, a nie wpływem jakiejś nieodpartej siły duchowej.

Spójrzmy na stwierdzenie Pana Jezusa z 9 rozdziału Ewangelii Jana, wers 2: „(2) I zapytali go uczniowie jego, mówiąc: Mistrzu, kto zgrzeszył, on czy rodzice jego, że się ślepym urodził? (3) Odpowiedział Jezus: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, lecz aby się na nim objawiły dzieła Boże.”

Kluczowe, aby całkiem odetchnąć.

Ale jeśliby ktoś z was, nieusatysfakcjonowany moim dotychczasowym wywodem, żywił w swoim sercu jeszcze jakąś niepewność, czy oby obecna choroba lub skłonność, a raczej zamiłowanie do grzechu, nie jest spowodowane przez grzech dziadka lub pradziadka, mam dla niego odpowiedź. I jeśli ktoś już przyznał rację, że od swoich duchowych przodków przyjął tysiąckrotne błogosławieństwo, ale jeszcze gdzieś w głowie pałęta się u niego myśl, że tak, owszem, przyjął tysiąckrotne błogosławieństwo, ale poprzez nierozwagę swojego ojca przyjął również nieco z przekleństwa, to mam dla niego porażającą prawdę. Oto ona:

(13) Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu, stawszy się za nas przekleństwem, gdyż napisano: Przeklęty każdy, który zawisł na drzewie, (14) aby błogosławieństwo Abrahamowe przeszło na pogan w Jezusie Chrystusie, my zaś, abyśmy obiecanego Ducha otrzymali przez wiarę.

W powyższym fragmencie jest kilka informacji, z którymi zaznajomiłeś się powyżej. Jest mowa o błogosławieństwie Abrahama, które przechodzi na nas, wierzących pogan, jest mowa o przekleństwie, które płynie z niewypełnienia Prawa Bożego. Ale przede wszystkim jest mowa o tym, że jeśli nawet ciąży jeszcze na nas jakieś przekleństwo, to całe to przekleństwo wziął na siebie Pan Jezus Chrystus, i swoją męką i śmiercią na krzyżu od tegoż przekleństwa nas uwolnił.